Taras Romanczuk przed debiutem w polskiej kadrze, w "Wilkowicz Sam na Sam": Na Ukrainie mnie nie znali, ale już mnie znają. Niektórzy piszą, że zdradziłem, ale ja po prostu wybrałem Polskę

Paweł Wilkowicz; produkcja: Tomasz Fedoruk; zdjęcia: Patryk Larwiński, Mateusz Pyzel; montaż: Damian Obstawski
22.03.2018 00:56
- Imię mam ukraińskie, na cześć poety Tarasa Szewczenki. Ale moje nazwisko to już w Polsce tak jednorazowo się nie trafia. Niedaleko Białegostoku jest wieś w której bardzo dużo jest Romańczuków - mówi w 'Wilkowicz Sam na Sam' Taras Romanczuk, pomocnik Jagiellonii który niedawno dostał polskie obywatelstwo i został powołany do kadry Adama Nawałki.

Wychowany w Kowlu niedaleko polskiej granicy Romanczuk opowiada o swojej nietypowej drodze: sportowca, który skończył studia i marzy o pracy w dyplomacji, piłkarza, którego na Ukrainie nie chciał żaden duży klub, a w Polsce jego kariera błyskawicznie przyspieszyła. - Zanim przyjechałem kilka lat temu do Legionowii, nigdy w życiu nie grałem na oświetlanym boisku. A w Legionowie mieli wszystko. To mnie zachwyciło i zmotywowało, żeby pracować nad sobą. Tu był taki porządek i Europa. Moja mama śledzi komentarze na Ukrainie na mój temat i się przejmuje. Myślę, że w Polsce też ludzie mówili, że co to: Ukrainiec, tutaj, trafił do kadry? Ja szanuję każdy komentarz. Tylko niech ludzie obrażają mnie, bo to mój wybór, a nie moją rodzinę.
A A A Pole? znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum