Zbigniew Boniek w "Wilkowicz Sam na sam": Bardziej to wyglądało jak obóz koncentracyjny, a nie mecz piłkarski. Wypchnięto nas na ten finał. Ja nie chciałem grać. I nie wziąłem grosza premii za to zwycięstwo

Paweł Wilkowicz; produkcja: Tomasz Fedoruk; zdjęcia: Damian Obstawski, Patryk Larwiński, Krystian Kij; montaż: Damian Obstawski
01.06.2017 00:29
- Nigdy się tym wygranym Pucharem Europy nie chwaliłem. To, co mogło być najpiękniejsze w życiu, zamieniło się w tragedię. I to jest ból - mówi w 'Wilkowicz Sam na sam' Zbigniew Boniek o finale Pucharu Europy na Heysel w 1985 roku między Juventusem a Liverpoolem. Boniek został wówczas pierwszym polskim zwycięzcą Pucharu Europy (i do dziś jedynym jako piłkarz z pola, po nim wygrywali tylko bramkarze), pierwszy raz puchar zdobył Juventus, ale mecz rozegrano w cieniu tragedii, na trybunach zginęło 39 osób.

- Dramat polegał na tym, że mecz, o którym marzy każdy piłkarz, mecz, którym się mogłem chwalić przez lata, zmienił się w jedną wielką tragedię - mówi Boniek, który wywalczył wówczas rzut karny, z którego padła zwycięska bramka. W wywiadzie wspomina tamten wielki Juventus, wygrany finał Pucharu Zdobywców Pucharów i Superpuchar Europy, grę z Michelem Platinim, kulisy wielkiej piłki, tłumaczy, dlaczego klub z Turynu jest wyjątkowy. I dlaczego części kibiców Juventusu jest dziś z nim nie po drodze. - Juventus jakoś nigdy nie mógł i nie chce zaakceptować tego, że ja zatrzymałem się w Rzymie. Że nie mam nic przeciwko Romie. Że AS Roma to mój klub. A ja nie jestem antijuventino ani juventino, tylko jestem normalny. A we Włoszech musisz się zdeklarować: kochasz Juve albo nienawidzisz.

W sobotę 3 czerwca w Cardiff Juventus zagra w finale Ligi Mistrzów z Realem Madryt.

Więcej odcinków 'Wilkowicz Sam na Sam' możecie zobaczyć tutaj.
A A A Pole? znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum